Bloog Wirtualna Polska
Jest 925 671 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

TURECKA PRZYGODA cz.8

poniedziałek, 20 lutego 2012 18:17
DZIEŃ 11   ANKARA

 W tym dniu znów musieliśmy się wykazać sporą cierplowością. Wcześnie rano śniadanie i wyjazd. Opuszczając Kapadocję żegnają nas dziesiątki balonów, bardzo popularnych i niestety drogich form zwiedzania Kapadocji. My musieliśmy pokonac blisko tysiąc kilometrową trasę do Istambułu.

    Po drodze zatrzymaliśmy się na krótko, aby "uzupełnić" zapasy soli nad wyschniętym słonym jeziorem Tuz Golu.

turcja

    W programie mieliśmy również zwiedzanie muzeum Ataturka w stolicy Turcji Ankarze. Obiekt typowo propagandowy i w sumie mało ciekawy.

    Do Stambułu docieramy wczesnym wieczorem i po kolacji mamy jeszcze czas aby zobaczyć najważniejsze zabytki nocą.

turcja

    Wiczorny spacer po długiej jeździe dobrze nam zrobił.



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

TURECKA PRZYGODA cz.7

niedziela, 19 lutego 2012 15:37
DZIEŃ 9 i 10   KAPADOCJA


turcja

    
Kapadocja to kraina położona na Wyżynie Anatolijskiej, między Morzem Czarnym a górami Taurus. Nazwa "Kapadocja" nie figuruje na oficjalnych mapach drogowych. Pozornie jałowa gleba wulkaniczna jest bogata w minerały i bardzo żyzna. Kapadocja, dzięki licznym sadom i winnicom, należy do najważniejszych regionów rolniczych kraju. Kapadocja jest jednym z najpopularniejszych regionów turystycznych Turcji. Z piasków i popiołów wulkanicznych powstał tuf; charakterystyczna dla Kapadocji miękka skala osadowa. W wyniku wielowiekowej erozji warstwa tufu uległa spękaniu, a w powstałe szczeliny dostawała się woda. Odsłonięte wskutek tych procesów twardsze głazy przybierają często formy kolumn, stożków i kształty falliczne. Noszą one nazwę peribacasi - "baśniowe kominy".



    Po dniu spędzonym w autokarze, dziś dla odmiany mamy kilka spacerków. Zaleźliśmy się w bajkowej krainie w dolinie Devrent. Gonimy od skałki do skałki i każda nastepna wydaje się ciekawsza i warta sfotografowania. Na jednej ze skał dostrzegliśmy nawet sporą jaszczurkę. Rozruszalismy nogi by udac się do Cavusin - dolina jeszcze całkiem niedawno zamieszkanej, w której w skałach wykuto całe miasto z kościołami, monasterami i meczetami. Charakterystyczne dla niej były wykute w skałach gołębniki. Mieszkańcy doliny chodowali te ptaki wykorzystując ich nawóz do urzyźniania gleby. Z tej to przyczyny nazywana jest dolina gołębi. W dolinie Pasabag podziwialiśmy skalne formy , które jak żywo kojarzyły się nam z wioską Smerfów. Aby się oderwać od códów natury zajrzeliśmy do wytwórni porcelany. Poczyniliśmy nawet niewielkie zakupy pamiątek. Potem znów pojechaliśmy do doliny zwanej dolina miłości, gdzie oprócz smiesznych fotografii pojedlismy winogron zerwanych z krzaków. W drodze do niej zboczyliśmy jeszcze do opustoszałego miasta Zelve. Przed powrotem do hotelu już na deser zwidzilismy jeszcze Goreme

turcja

    
Dolina Göreme (nazwa z tureckiego = "mam nadzieję ze nie widzisz") zasłużenie cieszy się mianem najsłynniejszej doliny kapadockiej. Wejście do Göreme Acik Hava Muzesi (muzeum pod gołym niebem w Göreme) odległe jest od centrum wioski o 1,5 km.

    Azize Barbara Sapeli (kaplica św. Barbary) - Azize Barbara Sapeli (kaplica św. Barbary) Do niedawna uważano, że powstała ona w okresie ikonoklazmu (725-842), kiedy malowanie postaci było zabronione. Zachowało się tu jednak kilka bardzo zniszczonych fresków, przedstawiających Marię Dziewicę i św. Barbarę. Po prawej stronie, w apsydach za trzema kaplicami, znajdują się rzeźbione krzyże i prymitywne rysunki.
    Elmali Kilise (Kościół Jabłka) - Elmali Kilise (Kościół Jabłka) prócz dużej kopuły, zwieńczony jest ośmioma mniejszymi. Niektórzy twierdzą, że jabłko, od którego pochodzi nazwa świątyni, trzyma Archanioł Gabriel, którego wizerunek widnieje nad nawą główną. Pod plastykową, ochronną osłoną, znajdują się malowidła z czasów ikonoklazmu, wykonane czerwoną ochrą.
    Tokali Kilise (Kościół Sprzączki)- Tokali Kilise (Kościół Sprzączki), jeden z największych i najpiękniejszych w całym kompleksie. Tematem fresków są cuda czynione przez Chrystusa.
    Karanlik Kilise (Ciemny Kościół)- Karanlik Kilise (Ciemny Kościół), jeden z najpiękniejszych tutejszych zabytków, kompletnie odrestaurowany, został niedawno udostępniony do zwiedzania. Nazwa wzięła się od dawnego wyglądu budynku, kiedy było w nim bardzo mało okien. Brak światła spowodował, że przetrwały żywe kolory fresków, przedstawiających m.in. Chrystusa Pantokratora, Chrystusa na krzyżu i zdradę Judasza. Pod Ciemnym Kościołem znajduje się spiżarnia, kuchnia oraz refektarz ze stolarni i ławami wyciosanymi w skale.
    Aziz Basil Sapeli (kaplica św. Bazylego)- Wnętrze Aziz Basil Sapeli (kaplica św. Bazylego), ostatniej świątyni na trasie, jest mroczne, ponieważ drzwi nie prowadzą bezpośrednio do nawy głównej. Wyżłobienia w podłodze, nakryte kratą, są pozostałością po miejscu pochówku zmarłych.
    Yilanli Kilise (Kościół Węża, zwanego też kościołem św. Onufrego)- Część sklepienia Yilanli Kilise (Kościoła Węża, zwanego też kościołem św. Onufrego) w XI w. ozdobiono freskami. Tematem malowidła, znajdującego się na lewej ścianie, jest walka św. Jerzego ze smokiem. Warte uwagi są również freski przedstawiające Konstantyna Wielkiego z matką Heleną, trzymającą relikwie Krzyża Świętego.
    Carikli Kilise (Sandałowy Kościół)- Carikli Kilise (Sandałowy Kościół) nazwano tak ze względu na ślady stóp, odciśnięte na posadzce przy wejściu. Nad drzwiami, po lewej stronie, znajduje się jeden z najpiękniejszych tutejszych fresków, przedstawiający zdradę Judasza. Obok kościoła, w małej kaplicy znajduje się fresk przedstawiający postać mężczyzny na koniu, bez wątpienia św. Pawła.



    Na kolację wróciliśmy już trochę zmęczeni, ale to jeszcze nie był koniec atrakcji tego dnia. Resztę dnia spędzilismy na "Wieczorze tureckim", Raki, wino Kapadockie, orentalne tańce i przede wszystkim taniec brzucha. Do hotelu wracaliźmy ze śpiewem na ustach już grubo po północy.
    Nastepnego dnia obudziłem się chory i nie był to niestety wynik nadmiernej ilości "raki". Niewiele z tego dnia pozostało w mej pamięci i tylko odnotuję, że zwiedziliśmy fabrykę dywanów w drodze do doliny Ihlary. Sama dolina ciągnie się na odcinku 16 kilometrów wzdłuż strumienia Melendiz Suyu, który przez miliony lat wyżłobił głeboki na kilkaset metrów kanion, który stał się ulubioną samotnią bizantyjskich mnichów. W dolinie przetrwały dziesiątki malowanych kościołów wykutych w skale. My przeszliśmy jedynie krótki 4 kilometrowy, środkowy odcinek. Spcer wśród zieleni, śpiewu ptaków był miłą odmianą od wysuszonych krajobrazów jakie mijalismy przez ostatnie dni. W drodze powrotnej zajrzeliśmy do podziemnego miasta Derinkuyu, gdzie w miękkim tufie wulkanicznym mieszkańcy wydrążyli domy mieszkalne (niekiedy 10-piętrowe), magazyny, świątynie.

turcja



    
Derinkuyu Podziemne miasto składa się z czterech kondygnacji tuneli i pomieszczeń. Sprawia ono wrażenie olbrzymiego kawałka szwajcarskiego sera: wszędzie widać otwory, "okna" między pokojami i korytarze, biegnące w różnych kierunkach. Bez strzałek i oświetlenia elektrycznego łatwo byłoby tu zabłądzić. Często słychać głosy ludzi, których nie widać. Nagle okazuje się, że osoby, z którymi rozmawiamy, znajdują się na innym poziomie, widzimy na przykład ich nogi ponad głowami



    Oczywiście zgubilismy się w tym labiryncjie przejść i w efekcie zwiedziliśmy kompleks dwukrotnie. Na szczęście nie kazano nam za to dodatkowe zwiedzanie zapłacić.



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

TURECKA PRZYGODA cz.6

czwartek, 16 lutego 2012 16:23
DZIEŃ 8   W DRODZE DO KAPADOCJI - KONYA

W tym dniu jedyną okazją do rozprostowania nóg po wyjściu z autokaru to krótki postój w Konii. Musieliśmy bowiem pokanać setki kilometrów do Ugrup w Kapadocji

turcja

    

KONYA - miasto w południowej Turcji na Wyż. Anatolijskiej u podnóża Taurusu. Starożytne Ikonium, jeden z najstarszych ośrodków miejskich na świecie ze śladami nieprzerwanego osadnictwa od III tysiąclecia p.n.e. Należało do państwa Hetytów, następnie w III w. p.n.e. zhellenizowane, a od 25 r. p.n.e. w rzymskiej prowincji Galacja. Od ok. 372 n.e. stolica prowincji Likaonia
    W Konii znajdują się liczne zabytki islamu, głównie z czasów seldżuckich. M.in zespół budowli klasztoru (tekke) maulawijja - "derwiszów tańczących" z XIII w (obecnie muzeum islamu); meczety: Alâeddina Keykobada (na terenie dawnej cytadeli z pałacem), Sahip Atâ - oba z XIII w.; medresy z XIII w.: Büyük Karatay, Ince Minareli, Sirçali (we wszystkich obecnie muzea).



    Wieczorem docieramy do naszego hotelu w Ugrup w Kapadocji.

 



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

TURECKA PRZYGODA cz.5

wtorek, 14 lutego 2012 19:00
DZIEŃ 7    MILET i PAMUKKALE


turcja     Opuszczamy nadmorskie Didim i morze Egejskie. Ale nie kończymy jeszcze naszej przygody. Ruszamy w głąb Turcji. Wcześnie rano wyjazd. Niewielkim autokarem z turckim kierowcą, który mówi tylko po turecku, a jak łatwo się domyslić nikt z nas włączając pilota nie znał tego języka.

    Niedaleko od Didim odwiedzamy ojczyznę Talesa Milet.

    

Milet - Jeden z najstarszych i najważniejszych greckich ośrodków politycznych na wybrzeżach Azji Mniejszej. Także ważne centrum kształtowania wszystkich dziedzin sztuki, szczególnie pod koniec okresu archaicznego. Milet odgrywał tak dużą rolę ze względu na kontakty z Lidią oraz duży udział w procesie kolonizacji, zwłaszcza na Morzu Czarnym, ale również w Italii.



    Potem ruszamy do Pamukkale, gdzie docieramy niedługo po pierwszej. Instalujemy się w hotelu, a po odświeżeniu i zjedzeniu suchej bułki, bo tylko takie takie udało się dostac w sklepie pieszo idziemy na spacer po śnieżno białych tarasach Pamukkale. Pod górę idziemy żwawo, gdyż najpierw w planie mamy znajdujące się na szczycie rzymskie uzdrowisko Hierapolis.

    
Pamukkale zostało uformowane przez ciepłe, bogate w wapń wody, które, spływając kaskadami z urwisk, chłodziły się, tworząc skały osadowe. Skały te tworzyły naturalne półki, płytkie baseny i stalaktyty, stając się atrakcją dla turystów. turcja
    Ponad trawertynami Rzymianie wznieśli ogromne miasto-uzdrowisko, Hierapolis, by korzystać z leczniczych właściwości tutejszych wód.
    Centrum Hierapolis stanowił prawdopodobnie święty basen, dziś basen kąpielowy na dziedzińcu motelu Pamukkale. Rzymskie łaźnie, które są obecnie częścią Muzeum Pamukkale. W pobliżu muzeum znajdują się ruiny kościoła bizantyjskiego oraz fundamenty świątyni Apollina. Podobnie jak w Didymie i Delfach, w świątyni mieściła się wyrocznia obsługiwana przez kapłanów-eunuchów. Natchnienia dostarczało wyroczni sąsiednie źródło zwane Plutonium, poświęcone bogu świata podziemnego, Plutonowi. Źródło wydzielało trujące opary, śmiertelne dla wszystkich poza samymi kapłanami. Demonstrowali oni przybyszom moc tego gazu, wrzucając do źródła małe zwierzątka i ptaki, które wkrótce zdychały (jest on nadal trujący). W doskonałym stanie znajduje się rzymski teatr, który może pomieścić ponad 12 000 widzów. Został on wzniesiony w dwóch etapach przez imperatorów Hadriana i Septymiusza Sewera. Zachowała się znaczna część sceny, przetrwały również ozdobne filunki oraz "loże" w przednim rzędzie dla dostojnych gości



    Wyspinaliśmy się na szczyt teatru a potem zwiedziliśmy muzeum. Na kąpiel w basenie się nie zdecydowaliśmy. Uzanliśmy, że wydatek 15€ za popływanie nad zwalonym kolumnami to przesada. Resztę popłudnia spędziliśmy na tarasach.

    

Pamukkale - Olśniewające białością tarasy wapienne (trawertyny) Pamukkale, znajdujące się 19 km na północ od Denizli, wyglądają z daleka jak jasna blizna na zboczu łańcucha górskiego. Gdy podjeżdża się bliżej, nabierają bardziej konkretnych kształtów i staje się zrozumiałe, dlaczego nazwa tego miejsca oznacza bawełnianą twierdzę. Pamukkale zostało uformowane przez ciepłe, bogate w wapń wody, które, spływając kaskadami z urwisk, chłodziły się, tworząc skały osadowe. Skały te tworzyły naturalne półki, płytkie baseny i stalaktyty, stając się atrakcją dla turystów.


    Wygrzewaliśmy się na nagrzanych skałach, pławili w gorącej wodzie spływających z góry. Zrobilismy sobie nawet piling ciała smarując się cali wapienną glinką. Szkoda, że jak głosi pogłoska ten cud natury ma zostać zamknięty, ale rzeczywiście niewiele już wody spływało i większość naturalnych basenów była już pusta. Tak więc śpieszcie się do Pamukkale.



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

TURECKA PRZYGODA cz.4

poniedziałek, 13 lutego 2012 18:27
DZIEŃ 6 - STATKIEM PO ZATOKACH

 W tym dniu tylko rozrywka i relaks na statku wycieczkowym. Żadnych ruin i wykopalisk.

turcja

    Płyniem na całodzienny rejs po morzu i zatokach w pobliżu Didim. Cały dzień prażymy się na słońcu, a w zatokach, do których zawijamy pływamy na otwartym morzu skacząc do wody wprost z pokładu. Na skok z pięciu metrów przy dopingu wszystkich odważyły się po raz pierwszy moja żona i nasza koleżanka Renata.
    W tym dniu już dobrze przybrązowieliśmy. Wieczorem jeszcze poleżeliśmy na dzikiej plaży wsród skał.



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

TURECKA PRZYGODA cz.3

niedziela, 12 lutego 2012 9:31
DZIEŃ 5 - EFEZ

 W tym dniu odbywamy całodzienną wycieczkę do Efezu. Przed zwiedzaniem tego starożytnego miasta wyjeżdżamy jeszcze do Marienmamy. Dla lubiących tego typu miejsca polecam, ale na nas nie zrobiło większego wrażenia.

    
Marienmana - Według legendy. Matka Boża w towarzystwie św. Pawła przybyła do Efezu pod koniec swojego życia, mniej więcej w latach 37-45 n.e. Renesansowi historycy Kościoła wspominali o tej podróży, twierdząc, że miejscowi chrześcijanie otaczali czcią mały domek koło Efezu jako dom Marii. Później pewna Niemka, Katarzyna Emmerich (l774-1824), zobaczyła w swoich wizjach Matkę Boską wśród krajobrazu Efezu. Kiedy duchowni ze zgromadzenia św. Łazarza w Izmirze poszli za dokładnymi wskazówkami Emmerich, na otaczających Efez wzgórzach odkryli fundamenty starego domu. Jednak opisanego także przez Emmerich grobowca nie znaleziono

turcja


    Ruiny miasta w Efezie to jedno z tych miejsc w Turcji, których nie wolno ominąć i powinno się go zwiedzić z przewodnikiem, więc jeśli robicie to idywidualnie to zaopatrzcie się w dobry folder.

Efez - Oprócz Pompei, jest to największym i najlepiej zachowanym antycznym miastem w basenie Morza Śródziemnego i przypuszczalnie najlepszym miejscem na świecie, w którym można wyrobić sobie pojęcie, jak wyglądało życie w czasach rzymskich. Można się tu dostać dolmusem z Kuşadasi lub pieszo z Selçuku.

    Zabytki w Efezie - warto zobaczyć:

- Droga Arkadiana - starożytna ulica handlowa
- Amfiteatr - odrestaurowany, miejsce letnich festiwali
- Agora (główny plac) - obecnie prowadzone są tam wykopaliska
- Świątynia Serapisa - miejsce modłów egipskich handlarzy
- Biblioteka Celsusa - wzniesiona pomiędzy 110 - 135 r ne.
- Świątynia Hadriana
- Łaźnia Scholastica - odrestaurowana

turcja


    Po obejrzeniu Efezu zaglądamy do miejsca, w którym pozostały resztki i to resztki dosłownie z jednego z siedmiu cudów świata antycznego czyli świątyni Artemidy.

    Ogromny (ok. 110x55 m) i pięknie wykonany, typ jońskiego dipterosu oparty na 127 kolumnach (tylu było fundatorów - władców i miast). Składał się z wewnętrznego sanktuarium oraz przedsionka (podwójny rząd kolumn o wys. 20 m i 3 m średnicy biegł wzdłuż zewnętrznych murów). W środku stał potężny posąg Artemidy, w 356 roku p.n.e. spalony przez szalonego, żądnego sławy szewca Herostrata. Odbudowany w 2 poł. IV w. p.n.e.. Ponownie zniszczony w czasie inwazji Gotów w 262 roku n.e. i już nie odbudowany.



    W drodze powrotnej czekały nas kolejne wrażenia, ale już bardziej przyziemne i zwłaszcza dla pań. Zajrzeliśmy bowiem do producentów rzeczy, które panie szczególnie kochają, Co to takiego? Wiadomo. Biżuteria i futra. Obejrzeliśmy, więc wytwory sztuki jubilerskiej i kuśnierskiej, a moja żona miała okazję nawet zaprezentować się na wybiegu. Niestety tylko obejrzeliśmy, gdyż ceny na ogól były co najmniej trzy cyfrowe i to w euro. Panie więc z żalem potem wsiadały do autokaru.
.cdn



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

mapki i profile

piątek, 10 lutego 2012 19:00

 

Poprzednie wpisy zacząłem uzupełniać o mapki z przebiegiem wycieczek i niedługo juz bedzie komplet.

Wszytkie bedzie mozna pobrac jako gotowce do nawigacji na moich profilach w serwisach gps-owych:

oraz

 



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

TURECKA PRZYGODA cz.2

piątek, 10 lutego 2012 11:17
DZIEŃ 4 - WYPOCZYNEK I ŚWIĄTYNIA APOLLINA

 Po śniadaniu plaża i morze. Piekelnie słone. Aby się nie spalić dajemy sobie niewielką trzygodzinną dawkę słońca. Po południu ichniejszymi busikami tzw. dolmuszami wybieramy się na zwiedzanie sanktuarium Apollina

turcja Dolmusze (dolmuş) obsługują nie tylko ruch między niedaleko od siebie położonymi miejscowościami, lecz służą również jako komunikacja miejska. Są świetnym uzupełnieniem sieci połączeń autobusowych, chociaż podróż w nich jest całkowicie odmienna - tłok i chaotyczna jazda są w wypadku dolmuszów codziennością (dolmuş znaczy dosłownie "pełny", "zapchany"). Dolmusze to przeważnie mikrobusy, ale w niektórych miastach (jak np. Bursa) są to również samochody osobowe. Taryfa za przejazd jest z góry ustalona, czasami cennik wisi przy kierowcy. Miejsca docelowe wypisane są na tablicy z boku lub przy przedniej szybie. Zapłacić można przy wsiadaniu, podczas jazdy albo po jej zakończeniu. Kierowca wyrusza zazwyczaj dopiero wtedy, gdy zbierze się komplet pasażerów, chociaż zdarza się również, że dolmusze mają określony rozkład jazdy. Wsiąść do dolmusza możemy w każdej chwili; wystarczy machnąć ręką


    Przy okazji zwiedzamy pół miasta, ale, uprzedzeni o panujących obyczajach ufamy, że dowiezie nas na miejsce.
    I dowiózł. A same ruiny imponujące potężne ściany (sporo się zachowało), kolumny i wnętrze. Spędziliśmy tam ponad dwie godziny.
    Niestety musieliśmy się zbierać bo czekała nas jeszcze jedna atrakcja przed kolacją. Łaźnia turecka.

Hamam - turecka łaźnia "parowa" - towarzyszyła dawniej Turkom o wiele częściej, niż ma to miejsce w czasach dzisiejszych. Hamam jest bezpośrednią następczynią łaźni rzymskiej, a więc coś z kultury czasów antycznych z domieszką tradycji Wschodu przetrwało w oryginalnej symbiozie po współczesność, zdaje się, że niezmiennie - i to chyba jest najbardziej podniecające. Po wejściu do łaźni do wyboru mamy wiele możliwości. Możemy wziąć kąpiel (banyo) solo, kąpiel z myciem przez drugą osobę (kese lub köse) i kąpiel z masażem (masaj). Wszystkie warianty są wypisane na cenniku, a najdroższym jest ostatni, czyli tzw. komplet: banyo, kese i masaj. Trzeba napomknąć, że są dwa rodzaje masażu: zwykły, czyli suchy, oraz bardziej luksusowy w postaci nacierania olejkami aromatycznymi. W różnych hamamach różne są też techniki masażysty: od zupełnie prostackich (walenie pięściami po plecach) po te bardziej wysublimowane (gniecenie bicepsów). Zdjąwszy ubranie (mężczyźni zawiązują na sobie chusty, natomiast kobiety mogą wejść całkowicie nago), wkładamy plastykowe klapki (wyposażenie łaźni) i kierujemy się w głąb hamamu. turcja Pierwsze pomieszczenie to sala z podgrzewaną podłogą, w której jest bardzo parno i duszno. Kładziemy się tu na marmurowych ławach, na gorącym podeście zwanym göbek taş. Wdychamy wilgotne powietrze i rozluźniamy mięśnie, uspokajając przy tym myśli. Jeśli zamówiliśmy mycie, to zabierze się do nas łaziebny, podchodząc z mydłem i lnianą, szorstką rękawicą, którą wprawnie zacznie nas szorować. Bądźmy pewni, że po jego zabiegach będziemy czyści jak nigdy w życiu. Jeśli poskąpimy lir na tę przyjemność, będziemy musieli umyć się sami, podchodząc do basenów z ciepłą i zimną wodą. Ze zbiorników nabieramy wodę wiadrami lub mniejszymi naczyniami i polewamy się, mydlimy, polewamy, szorujemy, mydlimy, polewamy, mydlimy, szorujemy i polewamy Po tych czynnościach kolej na masażystę. Wymasuje nas w 5 min, przykładając się do swej pracy lub nieco ją lekceważąc. Jeśli nie wykupimy sobie masaj, poprośmy towarzysza podróży o tę przysługę, a w razie jego braku pogniećmy się własnoręcznie. Zażywanie kąpieli dobiega końca. Przechodzimy do pomieszczenia, gdzie spłukujemy się do czysta, zakładamy suchą chustę i udajemy się do pomieszczenia z szafkami lub naszej prywatnej kabiny. Tu kładziemy się na drewnianych ławach w celu zaaklimatyzowania się, przyzwyczajenia do normalnego powietrza i temperatury. Zamawiamy çay, możemy sobie nawet uciąć drzemkę. Pobyt w tureckiej łaźni to doprawdy niezapomniane przeżycie, jedyne w swoim rodzaju.


    Zrelaksowani i już po świetnej kolacji ruszamy w miasto na długi spcer promenadą. Wracając zostajemy jeszcze wciągnięci do knajpki przez świeżo poznanych tureckich przyjaciół. Do hotelu wracamy już grubo po pierwszej.



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

TURECKA PRZYGODA cz.1

czwartek, 09 lutego 2012 18:09
 DZIEŃ 3 - TROJA I PERGAMON

  Wcześnie rano wyjazd. Jedziemy do ruin starożytnej Troi

Wg tradycji greckiej w starożytności bogaty gród w Troadzie w pn.-zach. Azji Mniejszej, u ujścia rzeki Skamander do Morza Egejskiego, zdobyty i złupiony przez Achajów, uwieczniony w "Iliadzie" przez Homera. W "Iliadzie" miasto nosiło nazwę Illion. Wojna toczyła się w XIII w. p.n.e., a brali w niej udział Agamemnon, Achilles, Odyseusz, Patrokles i Nestor po stronie achajskiej oraz Priam ze swoimi synami: Hektorem i Parysem po stronie trojańskiej. turcja Homer nie wspomina o handlowej rywalizacji między Trojanami a Achajami, która była prawdziwą przyczyną wojny.
W 1871 r. jej pozostałości odkrył niemiecki archeolog - amator Heinrich Schliemann (1822-1890) na wzgórzu Hisarlik u wejścia do Hellespontu (obecnie Dardanele).

    Jako obiekt do zwiedzania generalnie rozczarowywuje. Ciekawe może dla znawców i koneserów. A tak kupa kamieni chciałoby się powiedzieć. Ale obowiązkową fotkę konia trojańskiego oczywiście robimy.

    Po zwiedzeniu Troi jedziemy do Pergamonu. Tu wrażenie zdecydowanie ciekawsze pomimo, że zwidziliśmy jedynie dolną część z amfiteatrem.

Wielki teatr jest nie tylko okazały (10 000 miejsc), ale i nietypowy. Budowniczowie Pergamonu czerpali wzorce z architektury hellenistycznej, ale w wypadku teatru poczynili znaczne modyfikacje. Dla wykorzystania wspanialej panoramy i oszczędzenia cennej przestrzeni na szczycie wzgórza, zdecydowano się wbudować teatr w zbocze. Teatry hellenistyczne są zwykle bardziej okrągłe, ale z powodu położenia tego teatru zaokrąglenie nie było możliwe, więc w zamian zwiększono jego wysokość.

turcja

    
Poniżej sceny mieszczą się ruiny świątyni Dionizosa. Na południe od teatru znajduje się ołtarz Zeusa, malowniczo położony w cieniu wiecznie zielonych drzew. Pierwotnie ściany teatru ozdobione były fryzami przedstawiającymi walkę bogów Olimpu z ich podziemnymi wrogami. Obecnie większa część tej budowli znajduje się w Berlinie, dokąd w XIX w. wywieĄli ją, za zgodą sułtana, niemieccy archeologowie. Na miejscu pozostała jedynie podstawa ołtarza.
PERGAMON - miasto, znane w starożytności jako Pergamon, jest położone w centrum obfitującej w wodę równiny. Współczesna Bergama jest rolniczym miastem targowym. Pergamon istniał od czasów Troi, ale stan największego rozkwitu osiągnęło w okresie od śmierci Aleksandra Wielkiego do opanowania całej Azji Mniejszej przez Rzymian.
Pergamon Eumenesa II słynął przede wszystkim ze swej biblioteki, która posiadała podobno ponad 200 000 tomów i była symbolem awansu społecznego i kulturalnego miasta. Eumenes był namiętnym kolekcjonerem książek. Jego biblioteka rzuciła wyzwanie największej w ówczesnym świecie - bibliotece aleksandryjskiej (700 000 tomów). Egipcjanie, obawiając się, że Pergamon i jego biblioteka zaczną odciągać sławnych uczonych od Aleksandrii, odcięli dostawy papirusu z doliny Nilu. Eumenes zatrudnił więc swoich naukowców, którzy wynaleĄli nowy materiał pisarski sporządzony z odpowiednio spreparowanych skór zwierząt, nazwany od imienia miasta pergamenem (pergamin).



    Niestety brakło czasu na obejrzenie znajdującego się na pobliskiej górze Akropolu czego bardzo żałowaliśmy. Czekała nas jednak jeszcze długa droga do Didim. W Didim spędzimy trzy dni korzystając ze słońca i wody. Oczywiście już pierwszego wieczoru po doskonałej kolacji idziemy na spacer po bulwarze wzdłuż plaży morza Egejskiego. Spróbowaliśmy przyrządzanych na ostro małż i spędzili miły wieczór w knajpce przy tureckiej muzyce.



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

TURECKA PRZYGODA

sobota, 04 lutego 2012 19:17
DZIEŃ 1-2    JEDZIEMY DO TURCJI


turcja     Te pierwsze dwa dni mało ciekawe i bardzo męczące, spędzone w autokarze. Przejechaliśmy przez Słowację, Węgry, Serbię i Bułagarię, z której to zostały jedynie złe wrażenia: bałagan, brzydota i mnóstwo postindustrialnych ruin. Opusczone fabryki, byle jakie domy I fatalne drogi co biorąc pod uwagę stan naszych może dziwić.

    Ale w końcu docieramy na granicę turecką w Edirne, którą przekraczamy po wlepieniu wizy za 10€ i kilku kontrolach. Na szczęście nie musieliśmy wyładowywać bagaży, ale i tak zajeło nam to ponad 2 godziny.

 

 

turcja EDIRNE(*) - miejsce w którym przekroczyliśmy granicę jest miastem historycznym. Miasto to zostało wzniesione jako baza obronna dla większego miasta nad Bosforem. W II w. rzymski cesarz Hadrian założył miasto Hadrianopolis (dzisiejsze Edirne), którego nazwę Europejczycy skrócili do Adrianopol, a Turcy do Edirne. Miasto to odegrało istotną rolę w pierwszych wiekach istnienia Imperium Osmańskiego, powstałego z małego tureckiego emiratu w północno-zachodniej części Anatolii. W połowie XIV w. emirat osmański ze swą stolicą w Bursie zaczął rosnąć w siłę, jednakże nie na tyle, by móc zagrozić potężnym murom Konstantynopola. Armie osmańskie, żądne podbojów, przekroczyły Dardanele dostając się do Tracji i otaczając powoli potężną stolicę. Po zdobyciu Adrianopola w 1363 roku Osmanie uczynili go swą nową stolicą.



    Drugą noc spędzamy już w hotelu, do którego dojeżdżamy przed wieczorem. Pomimo że zapadł wiczór nie omieszkamy zażyć pierwszej kąpieli w morzu Marmara. Choć to wrzesień i póĄna pora woda ciepła jak w wannie. Po kąpieli jeszcze spacer podczas którego wchodzimy na tureckie wesele, zupełnie odmienne od maszego. Taka ciekawostka.



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

Powrót do Słowackiego Raju - dzień piąty

sobota, 04 lutego 2012 8:45
DZIEŃ 5 - KYSEL


słowacki raj     Pragnę zaproponować jeszcze jedna trasę, która kończy naszą przygodę ze Słowackim Rajem. Ponownie udajemy się na Klastorisko, tym razem w odwrotnym kierunku najpierw czerwonym, a potem żółtym szlakiem. Razem około 1,5 godziny. Ci, którzy nie maja ochoty na kolejne odwiedziny w schronisku niedaleko przed nim mogą skrecić na szlak niebieski. My tradycyjnie zaglądamy na małe jasne. W Rokline(dolinę) Kysel wkraczamy dość wygodną ścieżką, niebieskim szlakiem. Teren ten wchodzi w skład narodowego rezerwatu przyrody Kysel, a pierwszego przejścia cieśniawą dokonano 25 sierpnia 1907. Część rezerwatu od ujścia do Wodospadu Olbrzymiego (Obrovský vodopád) jest zamknięta od wielkiego pożaru w cieśniawie w roku 1976.

     Niewielki udostępniony górny fragment oznaczony żółtym szlakiem wart jest odwiedzenia. Niemal całość przechodzimy niezwykle wąskim kanionem po rozwieszonych podestach. Na drodze mamy drugi co wielkośći wodospad w raju Obrovsky vodopad, którgo uroki możemy podziwiać z przechodzącego nad nim mostku Niestety zaczyna padać. Chwilę chowamy się pod skalną półką, a potem ruszamy. Po niespełna pół godzinie wracamy na szlak niebieski. Tuż za kolejnym fajnym vodospadem Karoliny'ego (Karolínyho vodopád) szlak rozdziela się na Mały Kysel( niebieski) i Velky Kysel(zielony). Wybieramy zielony i niedługo starsznie tego żałujemy. Nie jesteśmy jeszcze w połowie jak zaczyna solidnie lać. Niewiele już zwracamy uwagi na atrakcję doliny i marzymy tylko aby już ją opuścic. Po drodze mijamy trzy wodospady: Pawlasov (Pawlasa), Ochrancov prírody (Obrońców Przyrody)oraz dwuczęściowy v Bariére. Gdy opuszczamy punurą dziś dolinę solidnie zmoknięci burza na górze szaleje przchodząc nad nami kilkakrotnie. Schodząc w dół droga płynie potok. Nie zwracamy już uwagi na nic. Buty tego dnia całkowicie przmoczone schły tydzień. Jeszcze tego samego dnia wracamy do domu.

    Czy wybierzemy się po raz trzeci, ryzykując kolejne przemoknięcie? Pomimo tego warto.

    

słowacki raj




PODLESOK-->(cz. 0,35h)-->NAD PODLESOKIEM-->(ż. 0,45h)-->KLASTORISKO
-->(nieb. 0,25h)-->KYSEL-->(ż. 0,25h)-->OBROVSKY VODOPAD
-->(ziel.1,15h)--> BISKUPSKIE CHYŻKI-->(ż. 0,30)-->GLAC MALA POLANA
-->(nieb. 0,15)-->SUCHA BELA-->(ż. 0,25h)-->VTACIM HRBOM-->(cz. 1.05h)--> PODLESOK



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

Powrót do Słowackiego Raju - dzień czwarty

środa, 01 lutego 2012 18:19
DZIEŃ 4 - SOKOLIA DOLINA


słowacki raj     Deszcz dzisiaj nas zskoczył może nie dlatego, że spadł; bo padało przecież codziennie, ale dlatego, że obudził nas już o szóstej rano. I padało znacznie mocniej niż dotychczas. W pewnym momencie zaczęliśmy się obawiać, gdyż nasz nie młody namiot zaczął powoli przeciekać. Liczylismy się tym i jak tylko kropel na suficie zrobiło się zbyt wiele rozpięlismy nad namiotem brezentową płachtę, dopompowaliśmy powietrze do materaca(wylądował na śmietniku przed wyjazdem)i ponieważ nadal lało spokojnie jeszcze ułożyliśmy się do snu. Deszcz padał do 9 i podczas śniadania z obawami patrzyliśmy w niebo. Zdecydowaliśmy się jednak wyruszyć i to była słuszna decyzja, bo wkrótce się wypogodziło i do wieczora słońca nie brakowało. Mogliśmy za to liczyć, że szlaki będą luźniejsze. Pierwszym celem dla odmiany jest dziś Klastorisko, wybieramy więc najkrótszą dogodną drogę, czyli zielony szlak z Hrdla Hornadu. Do tego miejsca trzeba dojść szlakiem niebieskim z Podlesoka. Tuż za nowo powstałą restauracją Ranczo (nie polecam) odchodzimy od szlaku i asfaltową drogą obok osiedla domków letniskowych dochodzimy do szlaku zielonego skracając sobie drogę o dobre pół godziny. W niespełna godzinę jesteśmy na górze.

    Nadal jest pochmurno, ale słońce coraz śmielej wygląda. Spod schroniska wybieramy żółty szlak i bardzo stromym zejściem trzmając się rozpiętych łańcuchów schodzimy na sam dół, tyle że po drugiej stronie masywu Vtácieho hrbu do płynącej około 300 merów niżej rzeki Biely potok i wpadającego do niej potoku Kysel. Idziemy teraz w górę rzeki. Miało być około pól godziny, ale napotkane na drodze grzyby gwiazdosze i gałęziaki zatrzyamały nas na dłużej. Zrobiliśmy za to klka fajnych fotek. Zielonym szlakiem dochodzimy do ujścia Sokoliej doliny.

słowacki raj     Poczatkowo poruszamy się wygodną i szeroką śćieżką pośród drzew, żółtym szlakiem. Po niespełna pół godziny ścieżka zaczyna się mocniej piąć pod górę. Po lewej stronie pojawiają się wysokie skalne ściany. Z boku mijamy niewielki wodospad zwany bocznym. Szlak skręca gwałtownie i po krótkiej wspinaczce ścieżka kończy się przed wielometrowymi śćianami. Dalsza wędrówka możliwa jest jedynie po wysokiej drabinie, na dodatek dla wzmocnienia efektu nie przylegającej bezpośrednio do ściany. Niejednemu zadrżały kolana podczas wspinaczki. Pierwsza drabinka prowadzi do niewielkiego pomostu nad wodospadem Zavojovy. Potem kolejna drabinka i kolejny pomost i znów drabinka i znów pomost. I tak wiele razy. W połowie wysokości tego najwyższego w raju wodospadu bolą ręce i nogi od pokonywanie kolejnych stopni, które zdają się nie mieć końca. Było nie było mamy do pokonania 70-metrową wysokość. Po pokonaniu ostaniej drabinki po krótkim oddechu musimy pokonać jescze niewielki wodospad Vyśny i wychodzimy ponownie na leśną sćieżkę, którą już bez większych utrudnień docieramy do szlaku zielonego, gdzie kończy się Sokolia dolina. Tak na marginesie to udało się nam przejść całą dlinę w nieco ponad godzinę, czyli znacznie krócej niż podają to drogowskazy.

    Na powalonym pieńku posilamy się i po krótkim odpoczynku ruszamy dalej najpierw zielonym, a potem żółtym szlakiem do niebieskiego na Glac Mala Polana. Niebeiskim docieramy do znanego nam już doskonale deszczochronu na Suchej Beli wrchol. Tu postanawiamy zaeksperymentować i w dół ruszamy bez szlaku asfaltową drogą po lewej stronie doliny Suchej Beli wiodącą pomiędzy nią a Rumanową. Wprawdzie maszerowanie asfaltową drogą nie jest przyjemne, ale zejśćie nią pozwala znacznie zaoszczędzic czas. Droga wychodzi wprost na mostek w Podlesoku tuż nad campingiem.

 

PODLESOK-->(nieb. 0,20h)-->HRDLO HORNADU-->(ziel. 1,15h)-->KLASTORISKO
-->(ż. 0,50h)-->USTIE KYSELA-->(ziel. 0,30h)-->
SOKOLIA DOLINA-USTIE(568m)-->(ż. 0,30)-->ZAVOJOVY VODOPAD-->SOKOLIA DOLINA VRCHOL
-->(ziel. 0,10h)-->POLOVNICKA CHATA-->(ż. 0,30h)-->GLAC MALA POLANA
-->(nieb. 0,15h)-->SUCHA BELA VRCHOL-->(droga pod Rumanową)-->PODLESOK

 



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

Powrót do Słowackiego Raju - dzień trzeci

wtorek, 31 stycznia 2012 16:31
DZIEŃ 3 - SUCHA BELA

 

 Zanim wyruszymy na dzisiejszą wędrówkę kilka słów o campingu, na kórym zamieszkaliśmy. Rozbilismy swój namiot na autocampngu w Podlesoku. To olbrzymi camping o dość podłej infrastrukturze i standardzie z poprzedniej epoki, ale za to o przystępnych cenach i w dodatku zgodnych z tym co umieszczaja na stronie internetowej. My za 3 osoby, namiot i samochód zapłaciliśmy 300 korona za dobę. Przy kampingu jest sklep z podstawowymi artykiłami oraz kilka knjapek i barów, w których oprócz piwa można nieźle i niedrogo zjeść zarówno na obiad jak i na słodko. Ci co nie lubią namiotów mogą wynająć niewielki domek, wybrać niedaleki hotel, lub poszukać kwatery w pobliskich Hrabusicach lub Betlanovcach( tu także na campingu). Trzeba się będzie jednak liczyć z dodatkową wędrówką.

słowacki raj     w dniu dzisiejszym rozpoczynamy trasę tuż za płotem. Opłacamy wstupenki i wkraczamy do wąwozu Suchej Beli zielonym szlakiem. Szlak ten jest chyba najatrakcyjniejszym, bo najbardziej urozmaiconym w Słowackim raju. Niestety też bardzo tłumnie odwiedzanym.

    Sucha Bela to jeden z najciekwszych rajskich wąwozów. Potok, który go wyżłobił rozdzielił masywy Vtácieho hrbu i Rumanovej, a swoje źródło bierze w północnej stronie płaskowyżu Glac. Pierwszy szlak wytyczono i urządzono w roku 1908. Ostatecznie, łącznie z doliną Misových vodopádov, członkowie Górskiej Służby udostępnili do zwiedzania w 1957 r. Na szlaku do pokonania jest aż siedem wodospadów. Kolejno: Misové vodopády, Roklina Misových vodopádov, Roklina, Okienkový vodopád, Korytový vodopád, Bočný vodopád, Kaskáda.
słowacki raj

    Dzisiejsza trasa ma być krótka, więc bez pośpiechu zagłebiamy się w dolinę. Staramy się tak dobierać tempo, aby uniknąć tłumów. Głęboki skalny jar zaczyna się tuż po wkroczeniu do doliny. Odczuwa się przyjemny chłod bijący od ciągle wilgotnych skał. Lato suche, więc możemy wędrowć nie korzystając z rozłożonych pomostów bezpośrednio korytem. Po niespełna dwóch kilometrach docieramy do pierwszego wodospadu, który zapewne od kilku skalnych progów przpominających miski nazwano Misowym vodopadem. Woda dopływa do niego skalnym jarem zwanym Rokliną Misowych vodopadov. Wąskim przejściem między skałami wkrótce dochodzimy do następnego wodospadu, Okienkovego. Z trudem przeciskam się z plecakiem pomiedzy ścianami. Z lewej strony mijamy wyżłobione w skale okno. Po chwili przechodzimy przez kolejne okno skalne. Kolejny wodospad korytkowy pokonujemy jak poprzednie po drabinkach i drewnianych kładakach. Gdy mijamy ostani wodospad wkraczamy na wygodną, lekko pochyłą leśną ścieżkę, którą dochodzimy do wiaty na Suchej Beli vrchol. Dziś zgodnie z harmonogramem burza zaczęła się około południa i znów wędrujemy w deszczu aż do Klastoriska najpierw żółtym, a potem czerwonym szlakiem. Deszcz nie bardzo uciążliwy i nie przeszkadza w wędrówce. Po obiedzie w schronisku obejrzeliśmy ruiny klasztoru kartuzjańskiego z przełomu 13. i 14 wieku. Do Podlesoka zeszliśmy żółtym szlakiem do punktu, w którym łączy się on z czerwonym a potem krótkie, ale bardzo strome i śliskie zejście do punktu wyjścia.

 

 

PODLESOK(570m-->ziel. 2h-->SUCHA BELA VRCHOL(959m)
-->ż.0,25h-->VTACIM HRBOM(919m)-->czerw. 0,35h
-->KLASTORISKO-->ż. 0,45h-->NAD PODLESOKIEM-->
czerw. 0,20h-->PODLESOK



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

Powrót do Słowackiego Raju - dzień drugi

niedziela, 29 stycznia 2012 20:02
DZIEŃ 2 - STREDNE PIECKY

 Planowanie tras w Słowackim Raju nie należy do najłatwiejszych. Większość szlaków jest jednokierunkowa, a punkty wyjścia ograniczone i trudno dostępne przez słabą komunikację. Dojeżdżanie własnym samochodem z kolei wymusza zejście do tego samego miejsca z którego się wyrusza, co jest równoznaczne ze znacznym wydłużeniem trasy. Czas przejść na mapach słowackich są wyznaczone na styk i jeżeli wystąpią utrudnienia w posatci np. opadów trudno się wyrobić w zaplanowanym czasie. Za utrudnienie też trzeba uznać sporą liczbę turystów i tworzące się kolejki przy niektórych przejśiach.
słowacki raj     W dniu dzisiejszym ruszamy pieszo spod bramy campingu zielonym szlakiem wzdłuż potoku Velka Biala Voda do miejsca w którym zakończyliśmy wędrówkę w dniu wczorajszym . Po wykupieniu wstupenek w cenie 40 koron od łebka wchodzimy na żółty szlakna Stredne Piecky. Znów wędrujemy wyschniętym korytem potoku i jak się okazuję wcale nie wyschniętym gdyż woda płynęła, ale pod kamieniami. W efekcie pojawiała się i znikała. Jak to w raju wędrujemy jego korytem, aż natrafiamy na skalna przeszkodę, którym jest Velky Vodopad (13 metrów). Aby pokonać ją musimy się wspiąć po stromych drabninkach. Zrobiło się bardzo wąsko i maszerujemy po rozstawionych kładkach. Wkrótce znów musimy się wspinać po licznych drabinkach aby pokonać kolejny Terasowy Vodopad(8 metrów), którego wody spadają przez kilka skalnych półek. Przeszkody Piecków mamy już za sobą i idzemy teraz wygodną leśną drogą, którą dochodzimy do krzyżówki szlaków na Suchej Beli. Znów dokoła rozlegają się grzmoty. Czyżby kolejny raz miało nas zmoczyć? Póki co słonce świeci, więc gromami się niewiele przejmujemy. Dochodzimy do szlaku czerwonego, którym dochodzimy do Klastoriska, gdzie przy schronisku planujem dłuższy postój. Zamawiamy piwo i robimy kanapki, a znad pobliskich Tatr nadchodzą coraz cięższe chmury. Ledwo kończymy posiłek gdy zaczyna kapać i ledwo weszliśmy pod dach schroniska gdy zaczęło lać jak z cebra. Nasz postój z koniczności się przedłuża, a do schroniska wpadają kolejni przemoczeni turyści.

    Tradycyjnie już burza nie trwa długo i gdy tylko przestaje lać ruszamy w dół żółtym szlakiem. Ulewny deszcz zrobił swoje. Zrobiło ślisko i błotniście. Na wyślizganych kamieniach ciężko utrzymać równowagę, i w rezultacie schodzimy dłużej niż wyznaczone 30 minut. Ześlizgnęlismy się w końcy o mało nie wpadając do Hornadu. Jesteśmy w połowie mniej więcej Przełomu Hornadu

Przełom Hornadu to okoł 16 kilometrowy odcinek rzeki Hornad od ujśćia Velkiej Bialej Vody do Smizan. Rzeka utworzyła tu kaniony, których wysokość dochodzi do 300 metrów.

(ZOBACZ MAPKĘ)

Przejście przełomem nie byłoby możliwe gdyby nie rozwieszone na skałach ławki. Pierwsze z nich rozwiszono w 1960 roku, a obecnie zainstalowanych jest 7 metalowych mostków i podestów, rozwiszono 320m łancuchów i 70 metrów drewnianych podestów. słowacki raj     Na szczęście znów wyszło słońce. Błoto jednak zostało. Przełomem wzdłuż rzeki a często nad nią po przymocowanych do skał podestach wracamy na camping. Przejście wysoko nad nurtem jest emocjonujące i przejśćie całego przełomu gorąco polecam.

Na campingu po zasłuzonej kąpieli spożywamy domowy obiadek prosto ze słoika. Zabłocone buty muszą poczekać do jutra.

 

 

 

 

PODLESOK-->(ZIEL. 1h)-->PILA-->(zółty. 2h)-->SUCHA BELA(950m)-->(żółty. 0,25h)
-->POD VTACIM HRBOM(920m)-->(czer. 0,35h)-->KLASTORISKO-->(zółty 0,30h)-->
PRIELOM HORNADU-->(nieb. 1,15h)-->HRDLO HORNADU-->(żółty 0,20h)-->PODLESOK



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

Powrót do Słowackiego Raju - dzień pierwszy

niedziela, 29 stycznia 2012 9:35
  DZIEŃ 1 - VELKY SOKOL

To nasz powrót do Słowackiego Raju. Z pierwszej brak opisu. Może kiedyś uzuzpełnię.


słowacki raj     Większość bambetli zapakowane już wczoraj, więc dziś tylko pakujemy do samochodu jedzenie i zaraz o poranku ruszamy w kierunku granicy w Mniszku nad Popradem. Po drodze uzupełniamy jeszcze prowiant i około 11 meldujemy się na campingu w Podlesoku. Dziewczyny zadeklarowały rozbicie namiotu, a ja zająłem się szykowaniem śniadania. Poszło sprawnie i już o 12.30 jesteśmy gotowi ruszyć na szlak. Wyjście zaplanowaliśmy z Sokola i dlatego podjeżdżamy kilka kilometrów samochodem. Na miejscu okazuje się, że droga którą jechaliśmy jest od wiosny zamknięta. Aby uniknąć "pokuty" musumy wycofać się i zaparkować w miejscowości Pila. Zosatwiliśmy samochód na prywatnej łące za skromne 50 koron i nareszcie mogliśmy wejść na właściwy szlak.

    Początkowo idziemy wąską ścieżką obok potoku Sokol. Po około 1,5km jest niewielkie rozlewisko i potok nagle znika. Idziemy wzdłuż, a czasem korytem wyschniętego potoku cały czas żółtym szlakiem. Po kolejnym kilometrze potok poajwił się tak nagle jak przedtem zniknął. Wchodzimy do wąwozu Velky Sokol. Ścieżka coraz bardziej się zwęża. Raz za razem ślizgamy się po mokrych kamieniach i pokonujemy powalone drzewa. Miejscami jest tak wąsko, że przejście jest możliwe dzięki położonym drewnianym kładkom. Po obu stronach mamy wysokie ściany. Dochodzimy do kamiennych wrót i przed nami Velky Vodopad, którego woda opada z wysokości 11 metrów wśród skał. Aby go pokonać wspianamy się po przytwierdzonych do ścian metalowych drabinkach. Po przejściu tej przeszkody znów idziemy skalnym korytarzem do kolejnego mniejszego 7 metrowego wodospadu.

słowacki raj     I znów wspinamy się po drabinkach i pokonujemy kolejne powalone drzeawa. Iście tolkienowskie klimaty. Ale wychodzimy z kamiennego jaru. Teraz ścieżka pnie się ostrzej w górę pośród pięknego bukowego lasu. Żółtym szlakiem przez Rothową roklinę docieramy do Glackiej Cesty. Tu kończy się żółty szlak i skręcamy w lewo na czerwony.

    Po słonecznym poranku pochmurzyło się. Czyżby miała się powtórzyć historia z poprzedniego pobytu? I niestety gdy dochodzimy do krzyżówki ze szlakiem zielonym zaczyna solidnie padać. Nie ma rady, trzeba wyciągnąć kurtki. Idziemy w deszczu prawie godzinę. Na szczęście przez las, więc nie jest to tak bardzo uciążliwe. Na Malej polanie szlak skręca gwałtownie na zachód. Teraz już rozpoczyna się zejście w dół, przestaje także padać deszcz. Za Ogurciakiem znów wchodzimy na żółty szlak i nim schodzimy do Pily. Na dole wita nas znów piękne słoneczko.

PILA-->(ziel. 0,30h)-->SOOKOL(620m)-->(ż. 2,30h)-->GLACKA CESTA
-->(czerw. 0,50h)-->MALA POLANA(950m)-->(czerw. 1h)-->
OGURCIAK(868m)-->(ż. 0,30)-->PILA



Podziel się:

komentarze (0) | dodaj komentarz

 1234  »

czwartek, 23 lutego 2012

Licznik odwiedzin:  909

Fotorelacje

www.fotomirak.bloog.pl

Kalendarz

« luty »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
272829    

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Wizytówka


mirak1610

Kilka lat prowadziłem swoją stronę mirak.malopolska.pl. Za braku czasu przestawiam się powoli na ten blog. Relacje z górskich wędrówek, wycieczek, rajdów rowerowych ilustrowane własnymi fotkami to wszystko na blogu.

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 09.01.2011 0:44:03
  • autor: nika060
  • treść: Proszê pisac, ...

Statystyki

Wpisy
  • liczba: 46